Pół roku temu leciałem ze znajomym samolotem na konferencje. Znajomy to wysoki urzędnik pewnego, średniej wielkości państwa pomiędzy Azją a Europą. Godzinę po rozpoczęciu podróży jeden z silników naszej czterosilnikowej maszyny przestał działać. Oczywiście wywołało to wśród nas, pasażerów, zaniepokojenie, które wzrosło gdy kolejno przestały działać następne silniki. Pilot starał się wciąż utrzymać kontrolę nad maszyną lecz po tym jak zablokowały się stateczniki zaczęliśmy po prostu spadać.
- To zamach! Ktoś chce nas zabić! – wykrzyknąłem.
Mój przyjaciel spojrzał na mnie w sposób spokojnym i smutny.
- Mój drogi, jakże przykro mi słyszeć, że nawet Ty, mój wieloletni, sprawdzony przyjaciel, tak łatwo poddajesz się teoriom spiskowym. A przecież wiem, że umysł masz chłodny i odporny na wszelkie urojenia. Musisz przecież wiedzieć, że awarie silników zdarzają się od czasu do czasu, podobnie jak awarie stateczników. Skoro tak, to było tylko kwestią czasu, kiedy takie awarie wystąpią na raz podczas jednego lotu. My, cóż, mieliśmy po prostu pecha być na pokładzie właśnie tego samolotu. Wszelkie inne przypuszczenia to czysty przykład myślenia paranoicznego.
Podziwiałem spokój mojego przyjaciela, który mówiłby dalej gdyby nie to, że właśnie uderzyliśmy o ziemię.
Katastrofy nie przeżył nikt poza mną oraz moim przyjacielem. Moje obrażenia były większe jednak podczas naszego pobytu w szpitalu w kroplówce z osoczem, którą dostawał mój przyjaciel, znalazł się destylowany alkohol. Ostatnie słowa jakie wyszeptał mój przyjaciel to “Co za pech!”.
Gdy po paru miesiącach wyszedłem ze szpitala. Radość mojemu życiu przywróciła kochająca żona oraz nasza trzymiesięczna córeczka. Kiedy patrzyłem w jej duże, brązowe oczy czułem, że życie ma sens. Niestety, zaczął męczyć mnie znajomy rodzaj niepokoju. Otóż zarówno jak, jak i żona mamy oczy niebieskie. Zgodnie z genetyką, osoby takie jak my nie mogą mieć dziecka o oczach brązowych. Ze swoimi wątpliwościami podzieliłem się przy piwie z sąsiadem, zamieszkałym od roku w Polsce Włochem, Giacomo Girolamo Casanovą.
- Mój Drogi, przykro mi słyszeć, że tak łatwo poddajesz się teoriom spiskowym. To prawda, że ani Ty, ani Twoja żona nie posiadacie genu sprawiającego, że oczy są brązowe. Ale musisz wiedzieć, że od czasu do czasu zdarzają się mutacje. Geny Twojej córeczki musiały po prostu ulec mutacji. Jest to oczywiście mało prawdopodobne ale kiedyś musiało się przydarzyć i przydarzyło się właśnie Tobie. Inne przypuszczenia to czysty przykład myślenia paranoicznego. Naprawdę, martwię się o Ciebie.
Sąsiad postawił mi następną kolejkę piwa a ja, patrząc w jego duże, brązowe oczy, usilnie starałem się zrozumieć co jest ze mną nie tak.